Nienawiść w mieście

nienawiść w mieście

A było to tak, że zbliżała się pierwsza w nocy, gryzły nas komary i siedzieliśmy nad szklankami z alkoholem. I wtedy powiedziałam to zdanie. „N. to jest takie miasto, w którym wszyscy wszystkich nienawidzili i w sumie nic w tym dziwnego, bo prawdę powiedziawszy nie było tam nic lepszego do roboty.” A D. powiedziała: napisz o nienawiści w mieście. Więc piszę, chociaż nie wiem o niej wiele więcej ponad to, że jest.

Wiem, że w Warszawie nienawidzą się kibice Legii i Polonii, a w Krakowie Cracovii i Wisły. Że podziały wśród kibiców są dzielnicowe, geograficzne. I że u mnie na Trójkącie we Wrocławiu ludzie nienawidzą Rakowca, o czym informują mnie napisy na murach, które codziennie podziwiam z okna. No a mój mąż, jak był mały, to w swoim miasteczku należał do bandy z Żeroma, która toczyła wojny z dziećmi z Opolskiej.

Wiem, że w wielu miastach granice konfliktów biegną brzegami rzek. Co prawda, nie we Wrocławiu, bo przy wielości rzek, które przepływają przez miasto, przynależność do konkretnych zwalczających się wzajemnie grup mogłaby być zbyt skomplikowana, ale mnóstwo miast w Polsce i zagranicą wpisuje się w te kryteria.

I wiem, że taka miejska nienawiść to rozwinięta, zbiorowa forma nienawiści do sąsiada. Niech mu kobyłę ochwat stoczy i niech mu trawa na trawniku zblednie!

Wiem, że niektórzy korzeni miejskiej nienawiści upatrują w konfliktach plemiennym. Można by ryzykować twierdzenie, że to taki nasz miejski atawizm. Gdy znieśliśmy plemiona, założyliśmy getta. Powołaliśmy do życia kasty i klasy społeczne, założyliśmy gangi. Nienawiść w mieście zawsze pada na podatny grunt. Gdyby chcieć zbadać jej podłoża i wszelkie odcienie, trzeba by odbyć niejedną podróż. I to dookoła świata. I to wciąż byłoby za mało. Ale być może i tak doprowadziłoby nas to wszystko do jednego wniosku.

Ostatecznie innych ludzi najmocniej nienawidzimy nie za to, że są od nas inni, tylko dlatego, że są tacy sami jak my.

Zobacz także

1 Comment

  1. Bydgoszcz chyba nienawidzi samej siebie, bo u nas i tak wszyscy kibicują Zawiszy. Bardzo intensywnie, więc burdy na stadionie mamy legendarne. Przez pewien czas nienawidzili prezydenta miasta. Ale jako miasto już chyba dojrzeliśmy. Jeszcze za młodości mojego ojca można było na Szwederowie konkretnie oberwać za samo bycie „obcym”. Ja już chodziłam tam do szkoły prawie normalnie, tylko nocami trochę biegałam, na wszelki wypadek. Budują się nowe osiedla. Aczkolwiek pewne miejsca pozostają stałe, i tam gdzie moja babcia chodziła z dusza na ramieniu, ja dzisiaj chodzę z gazem w kieszeni. Taki urok życia w mieście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj