Y2K. Reinterpretacje

new project 4 - Y2K. Reinterpretacje

Zaczęło się od młodzieży na ulicach. Stara! Oni noszą takie same ciuchy, jak my na przełomie wieków, tylko robią to lepiej! Moda powraca. Tak mówiła mi mama już w 98 roku, kiedy wyciągała dla mnie z szafy swoje ekstra buty z lat 70, gdy jako nastolatka przeżywałam, przeżywaną zresztą wspólnie z koleżankami, fazę na hippiskę. Nigdy ich nie nosiłam, bo matka ma rozmiar 41, a moja stopa zatrzymała się na 39. Jak widzę te śmieszne posty na fejsie “co zawsze powtarzała ci mama?”, to nie mam nic do powiedzenia, poza tym właśnie. Matka zawsze widzi powracające mody. Nie dziwię się, wiele ich widziała. W sumie o sobie mogę powiedzieć już to samo. Moja pamięć zahacza o pięć dekad, chociaż nie mam jeszcze nawet czterdziestu lat. I myślę, że to piękne.

Fashion baby

No więc zaczęło się od młodzieży na ulicach. Noszą te rzeczy, o których myślałam, że nigdy nie wrócą, i robią to tak dobrze. Zdaje się, że moda nie ma prawa wracać w granicach tego samego pokolenia. Potrzebuje reinterpretacji kogoś, kto może nie pamiętać oryginału. 

Weźmy na to spodnie dzwony. Słyszę o ich powrocie od co najmniej dziesięciu lat. Pamiętacie w ogóle, kiedy przestaliśmy je nosić? Bo ja to gdzieś na przełomie 2005/2006. Ta straszna zima 2006 roku, poprzedzająca pierwsze koszmarnie upalne lato nowego millenium. Zima, gdy na ulicach Wrocławia postawili koksowniki, o których słyszałam wcześniej tylko w legendach o stanie wojennym, którego nie miałam prawa pamiętać. Grzałam się przy tych koksownikach i suszyłam przydeptane, zniszczone śniegiem dżinsowe dzwony. To były piękne spodnie, z piękną gniecioną fakturą. Chyba z Reserved. Biodrówki, bo wtedy nosiło się tylko biodrówki (w sumie nic innego nie było w sklepach), które robiły mi rany na skórze w okolicach kości miednicy.

f1000018 2 - Y2K. Reinterpretacje
Przydeptane spodnie i ulubiona czapka zgubiona kilka miesięcy później później. Circa 2003

W sezonie wiosna/lato 2006 zaczęliśmy nosić rurki. Reinterpretowaliśmy lata 80. Na początku z nieśmiałością i lekkim brakiem przekonania. W końcu w latach 90. noszenie takich spodni oznaczało bycie modowym outcastem. Kilka lat później z niedowierzaniem patrzyłam na swoje zdjęcia w dzwonach. Jak w ogóle można było się męczyć w wiecznie przydeptanych spodniach, przez które można było się wyrżnąć na chodnik? O śniegu nie wspominając.

Ale Generacja Z tego nie pamięta. Nie widuje też za często śniegu. Kompletnie rozumiem! Rozumiem nawet te farbowane na blond grzywki. Wyglądają wspaniale, chociaż sama w 99 roku uważałam tę fryzurę za okropną.

Przez te wszystkie lata, odkąd porzuciliśmy na śmietniku modowej historii dzwony, biodrówki, przykrótkie topy, torebki jamniki i klejące błyszczyki do ust, uważałam tę modę za paskudną. Przez ten etap niechęci po prostu trzeba przejść.

Czemu tak bardzo mi się teraz podoba? Pewnie dlatego, że wychodzę na ulicę i czuję się jakbym przeniosła się w czasie. Do epoki, w której wszystko było prostsze, chociaż wcale nie było, ale przynajmniej tak nam się wydawało. Może wyobrażam sobie, że sama znów mam dwadzieścia lat? Może.

Reinterpretacja

Nawet nie wiem, czy Gen Z tę modę sprzed dwudziestu lat reinterpretuje czy tylko kopiuje. Wyglądają na moje oko jak idealne kopie, ale nie są przecież nami. Nic nie jest takie samo. Zawsze jest zresztą jakaś wartość dodana. 

Zaczęłam od mody na ulicach, ale powrót do lat dwutysięcznych zatacza o wiele szersze kręgi. Właśnie obejrzałam zwiastun kolejnej części Matrixa. Był specjalny odcinek “Przyjaciół”, no i kręcą sequel “Seksu w wielkim mieście”. Będzie tego więcej. Dopiero się zacznie! Jestem gotowa. Chociaż nie widziałam tych Przyjaciół i na pewno nie tęsknię za “Seksem…”.

Tak, te cykliczne powroty do rzeczy sprzed dwóch dekad to często po prostu płytka nostalgia, która nie ma prawa się nie sprzedać. U jej podłoża zawsze jest trochę kryzysu wieku średniego pokolenia, które chciałoby znów poczuć się młodo. Ale jest też pokolenie, które tych czasów nie pamięta, bo nie było ich wtedy na świecie, albo biegali w pieluchach. Pokolenie pozbawione bagażu nostalgii, biorące to wszystko na świeżo. Z fascynacją, a jednak krytycznie. Może trochę z niedowierzaniem. Tak to przynajmniej pamiętam z czasów hippiskowania. Najpierw jest fascynacja, a potem niedowierzanie, że oni wtedy to tak serio.

Nie da się opowiedzieć tej samej historii tak samo dwa razy. Jak się tak robi, to znaczy, że coś nie wyszło. Więc trochę boję się tego nowego Matrixa. Początek zwiastuna jest taki dobry, a potem jest jakaś sieczka jak z części 2 i 3. Ale nigdy nie byłam fanką tego filmu, nie mam oczekiwań, więc daję Lanie W. kredyt zaufania.

Radosny storytelling

To nie jest żadna kulturowa analiza mody na lata 2000. To tylko mój radosny storytelling inspirowany zjawiskiem. Mam ochotę na wspomnienia i reinterpretacje rzeczy z tamtych lat. Mam ochotę dużo o tym pisać. Mam ochotę znaleźć swoje ciuchy z tamtych lat i wystawić je na vinted, niech Gen Z zgarnie sobie coś oryginalnego (moja matka na pewno ma coś na strychu, ona ma tam wszystko). No może poza tym topem z Trolla, który wciąż noszę, a kupiłam go, dobrze pamiętam, w 2002 roku. Znaczy, że mega jakość.

new project 3 - Y2K. Reinterpretacje
Ta sama koszulka. Dziś i jakieś 15 lat temu

No więc obejrzałam zwiastun nowego Matrixa i słucham właśnie nowej, wydanej dzisiaj, płyty Sneaker Pimps, pierwszej odkąd 2002 roku. Pewnie nie znacie. Jak znacie, to zbijcie ze mną piątkę. Jest cudowna. Serio, czekałam na nią tyle lat i rozpoznaję, które utwory napisali w lockdownie, a które wyciekły na youtuba z tego dysku, czy pendrive’a, co go niby ktoś przypadkiem zgubił w jakimś klubie (tak słyszałam). Poprzednią płytę, tę z 2002, nagrywali mi piracko kolesie z siódmego piętra akademika (nie jestem pewna, czy to było siódme, może szóste, na siódmym na pewno była melina) na cd i słuchałam na discmanie współlokatorki. Mocno inspirowałam się ciuchami wokalisty. Music of my life, guys!

Jestem więc totalnie w nastroju, by pisać dziś ten tekst. Jednakże…

Nostalgia

Nie czuję jeszcze wcale nostalgii za latami 2000. Nostalgię za latami 90. poczułam w noc sylwestrową 1999/2000, gdy MTV puściło najlepsze kawałki dekady. Wiedzieliśmy, że kończy się coś kulturowo ważnego. Gdy miałam 20 lat, współczesna popkultura, ówczesna moda, nie wydawały się niczym ważnym ani przełomowym. Ani nawet specjalnie ciekawym.

Nie mam jeszcze tej nostalgii, ale popkultura już mocno w nią wchodzi. 

Nie miałam pojęcia, że tego potrzebuję. Potrzebuję jednak czegoś więcej niż nawiązań i kopii. Chcę analizy. Chcę syntezy. Chcę reinterpretacji. Tak jest najlepiej. 

Trochę tego na pewno dostanę. I na pewno też nieco nieznośnej nostalgii.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj