Jak ma nie być patopracy?

183247228 497667278026774 1136689915746854573 n 1 - Jak ma nie być patopracy?

Jeśli przez ostatnie dni nie chowacie się pod kamieniem, na pewno słyszeliście_łyście o instagramowej aferze na temat patopracy. Afera to jest bardzo złe słowo na określenie publikacji historii o byciu wykorzystywanymi w pracy, ale niech już będzie. Jeśli jakimś sposobem was ta afera ominęła, to tylko szybko napiszę, że zaczęło się od tego, że instagramerka @basnictvi prowadząca konto “Z pamiętnika starego subiekta” udostępniła swoje zasięgi jako platformę dla historii o patopracy – historii przeróżnych nadużyć: od umów śmieciowych, toksycznej atmosfery, przez niewypłacane wynagrodzenia i nadgodziny, po mobbing. Napisało do niej mnóstwo ludzi i wybuchła bomba.

Większość z tych historii dotyczyła gastronomii, ale było też sporo o mediach i branży odzieżowej. 

Patologie w gastro mniej nas dziwią, bo relacje o złych warunkach pracy w niej docierają do opinii publicznej od lat. No może wciąż jesteśmy w szoku, gdy się okazuje, że prawa pracownicze łamią super eco-friendly, etyczne, wegańskie biznesy, ale nie jest to jakiś wielki szok, bo takie historie obijały się nam o uszy już lata temu, sama dobrze pamiętam jak we Wrocławiu upadło “Złe mięso”. Pewnie gdyby skończyło się na gastro nie byłoby wielkiej bomby, ale padły oskarżenia pod adresem marek modowych. I to jakich! Informacja, że coś złego może dziać się w naszych ulubionych młodych, polskich markach odzieżowych budzi opór. Wielki opór, bo my mamy do nich osobisty stosunek. Nosimy te ciuchy na grzbietach, ufamy osobom, które za nimi stoją, nie chcemy wierzyć, że mogą postępować nieetycznie. W końcu tyle mówią o transparentności. Staram się nie mieć osobistego stosunku do marek, ale mi też zrobiło mi się smutno.

Widziałam parę stories o tym, że nie powinno się wierzyć w donosy, widziałam też takie, które w tych donosach widzą szansę na rozliczenie się branży z mobbingiem i większą transparentność. 

To nie jest post, w którym powiem wam komu wierzyć. Interesuje mnie, co z tego wyniknie, ale chyba jeszcze bardziej interesuje mnie, dlaczego istnieje tak duży opór, by wierzyć relacjom pracowników i pracowniczek.

Ale zacznę od najważniejszego:

Nie, nie powinno być tak, że sposobem na walkę z patologiami w pracy powinny być żale w internecie. Wcale nie dziwię się ludziom, że reagują alergicznie, gdy słyszą o anonimowych donosach. Bo wiecie, jeśli jedynym środkiem walki z patopracą jest wzajemne ostrzeganie się pracowników i anonimowe call-outy to mamy problem systemowy. 

Naprawdę te sprawy powinno załatwiać się wewnątrz, tylko czasem naprawdę nie ma jak.

To pokazuje, że jako pracownicy_e jesteśmy osamotnieni_one, nie mamy do kogo zwrócić się z problemem, boimy się walczyć, czy po prostu zwracać uwagę na nieprawidłowości, zwyczajnie odezwać, bo nie mamy zbyt wielkiej pozycji negocjacyjnej. Idziemy na czołówkę sami_e i nie ma większej różnicy, czy to czołówka z korpomachiną czy małym biznesem.

Dlaczego tak wiele osób z góry zakłada, że pracownicy kłamią?

Z zasady nie wierzymy pracownikom i pracowniczkom, chociaż sami_e najczęściej też nimi jesteśmy. 

Z zasady nie stajemy po stronie słabszego, tylko silniejszego. Pracownik jest zawsze słabszy od pracodawcy. Nawet w stosunku, w którym pracodawca to nie jest wielkie korpo, które może dosłownie zniszczyć. Czasem mały restaurator niszczy bardziej. Jedyne, co możesz zrobić, to odejść z pracy i to jest najczęstsza rada, jaką się dostaje, gdy się ma patopracę. Ale czasem trudno znaleźć kolejną pracę, która nie będzie pato. 

Pracownik jest słabszy, bo nie jest posiadaczem środków produkcji. No i jest sam. Nikt, poza paroma szalonymi aktywistami, nie radzi ludziom, żeby się organizowali w obronie swoich praw, zamiast odchodzić z pracy do kolejnej patologii. 

Bo wiecie, związki zawodowe to przeżytek, komuna (i co z tego, że miały większy udział w obaleniu tak zwanej niż pewien papież) syf, kiła i mogiła, a w ogóle to “zausz firmę”. Związki zawodowe zostały nam w tym kraju skutecznie obrzydzone przez media, neoliberalną edukację i działalność w instytucjach publicznych tzw. żółtych związków, czyli takich niezbyt niezależnych. Nie wspominając już, że są firmy, w których za założenie organizacji związkowej można zwyczajnie wylecieć z pracy. 

Zamiast tego mamy kulturę feedbacku (czasami), która nie działa, ale to temat na osobny tekst.

Dlaczego bardziej identyfikujesz się ze swoim szefem niż z sobą?

Pracownik_ca jest słaby_a pewnie też w dużym stopniu dlatego, że jako pracownicy_e nie identyfikujemy się ze sobą nawzajem. W takim sensie, że niezbyt identyfikujemy się ze swoją klasą pracowników najemnych. Za to czasem bardzo mocno empatyzujemy z kapitałem, nawet gdy ten nas bezczelnie wyzyskuje. Takie rozumowanie typu „rozumiem, że firma nie da mi tej podwyżki w wysokości poziomu inflacji bo ma problemy (np. nieważne, że zarobiła  w ostatnim roku najwięcej od sryliona lat, ale musi zapłacić tę mega karę za przewałki, więc odbije sobie na załodze), więc się nie upominam i nawet tłumaczę innym, że powinni, przecież i tak wygraliśmy los na loterii pracując w tej super firmie, gdzie mamy się jak pączki w maśle”.

Niektórzy naprawdę wierzą też w kowalstwo losu i utożsamiają się z tymi, którymi chcieliby być, bo przecież wszyscy chcieliby kiedyś być Elonem Muskiem, co nie? To wcale nie jest takie dziwne, a na pewno nie jest przypadkowe.

Jak w takich warunkach ma nie być patopracy? 

Przy czym to nie jest wcale tak, że patopraca to wina pracowników. Że jesteśmy beznadziejni_e i w ogóle „Polacy mają mentalność niewolników, tak już jest”. To nie jest przyrodzona cecha narodu. To coś, czego przez lata nas uczono. Zaczynając od szkoły, a kończąc na mediach. 

Efekt jest taki, że nie ma solidarności między pracownikami. Na poziomie społecznym, systemowym. Nie mam na myśli poziomu jednostkowego, tu wiadomo, że jest różnie. 

Problem jest systemowy, ale nie chodzi o to, że gdyby podatki były niższe (jak to często słyszymy w liberalnej narracji), to pracodawcy byliby bardziej etyczni. Oczywiście, że nie każdy pracodawca jest z zasady pato. Nikt się nie rodzi pato i raczej też nikt, poza paroma psychopatami, nie zakłada biznesu z myślą o wyzyskiwaniu. Myślę, że dla wielu osób niektóre zachowania i działania mogą nawet nie wydawać się wyzyskiem. Być może niepłatne nadgodziny są po prostu znormalizowane, bo zawsze tak było i nikt się nie burzył. Albo takie siedzenie w pracy póki szef siedzi. Dziesięć lat temu w mojej redakcji to było normalne. Normalne było nawet tłumaczenie sobie, że to okej dzwonić w ramach pracy z prywatnej komórki za własny hajs, bo jest się na umowie o dzieło, a ta ma mniejsze koszty. Jestem z pokolenia, które racjonalizowało sobie wyzysk i to od maleńkiego, mogłabym o tym pisać i pisać. Poczynając od przekonania, że to okej, że chcą cię zatrudnić tylko na bezpłatny staż, to normalne, że ktoś nie płaci ci za pracę, która przynosi mu zysk. Dzisiaj się już tego tak nie łyka. Jesteśmy bardziej świadomi_e wyzysku.

Podsumowując

Trochę boję się tego, że teraz po tej aferze, cały wkurw skupi się na konkretnych firmach, co z jednej strony jest ok, bo one powinny się wypowiedzieć i poprawić, jeśli ich działania komuś zaszkodziły. Z drugiej strony, skupienie na tym, że to są jednostkowe problemy rozmywa nam przyczynę tych problemów. To nie konkretne firmy, konkretni ludzie są źli, zły jest system, w którym biznesy funkcjonują. System, w którym śmieciówki istnieją, chociaż twórcy przepisów tych umów cywilnoprawnych nie śnili nawet o tym, że ktoś będzie stosował je do czegoś, co jest zwykłym stosunkiem pracy. System, w którym różnica poziomu, pozycji negocjacyjnej między pracownikiem a pracodawcą jest tak ogromna, że pracodawca, nawet jeśli jest mała polską marką, może wszystko. Klasyczny problem kapitalizmu. Który byłby trochę złagodzony, gdyby się pracownicy organizowali, a wiemy jak jest. “Nie podoba się to spadaj, mam studenta za 500 zł na twoje miejsce” (no teraz to może i za 1500).

Zobacz także

2 Comments

  1. Z doświadczenia wiem jak wygląda sytuacja przy obniżaniu podatków. Kiedy pojawiło się zwolnienie z pit dla osób do 26 roku życia liczyłam pensje w małej firmie. Pracownicy pytali o oświadczenie, dzięki któremu zaliczki na podatek będą im wypłacane (w pierwszym roku domyślnie te zaliczki były dalej potrącane), więc je dla nich zrobilam. Po czym właścicielka firmy zrobiła mi awanturę, bo nagle okazało się że musi wypłacić większe netto. Już tam nie pracuję. Za bardzo się przejmowałam kodeksem pracy… i nie mam złudzeń – jeśli firma teraz nie płaci zgodnie z przepisami to żadna obniżka czy ulga nie spowoduje że zacznie to robić.

  2. Sama miałam tęgą rozkminę na ten temat przez całą majówkę i jeszcze długo po. Mam problem, bo firmy się już wypowiedziały, ale jako klieci owych marek nadal w sumie nie wiemy, gdzie leży prawda i raczej się nie dowiemy. Firma przecież może napisać, co tylko chce, jak jej wygodnie. Podobnie jak anonimy w necie, no ale jak piszesz, mamy jednak tendencję, by wierzyć firmom. Zresztą, ostatnia afera w szkołach filmowych też pokazała, że wypowiedzenie się pod nazwiskiem niewiele zmienia, nadal bardzo łatwo podważyć zdanie ofiary.

    NAGO podało konkretnie widełki i średnie wynagrodzenia, podeszli do tematu chyba najbardziej transparentnie przynajmniej w kwestii umów, chociaż akurat na nich zarzutów było najmniej i dla równowagi pojawiały się też pozytywne głosy.

    Rozczarował mnie Risk. I to bardzo. Jako marka, która etykę ma wpisaną chyba na samej górze w marketingu, totalnie zlali pytania klientek (w tym moje), za to wypowiedzieli się dla Noizz w takim klimacie, że sprawdzają, szukają, rozmawiają i próbują dojść do sedna problemu, bo właścicielki nie wiedzą, kto co gdzie i jak, a przecież zarzuty dotyczyły też ich bezpośrednio. Niby też nie czułam się jakoś personalnie związana, ale zrobiło mi się smutno, bo jednak wydaję hajs na ich ciuchy, czym jednocześnie wspieram być może niefajne praktyki. Co mi po tym, że wiem, na jakich umowach zatrudniają ludzi (ok. 1/3 to jednak śmieciówki), skoro nie odniosły się do pozostałych zarzutów.

    Czekam na czasy, aż w końcu transparentność umów, zarobków, ścieżki kariery, awanse, premie i podwyżki będzie obowiązkowa. W wielu firmach IT to działa – więc się da. Nie da się przyjanuszyć, jak wszyscy wiedzą, kto ile zarabia. No ale to trzeba mieć inną mentalność, żeby wynagradzać wszystkich uczciwie, a nie z dwóch osób na podobnych stanowiskach jednej płacić tysiąc mniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj