Nie jestem najlepszą osobą, żeby radzić innym, jak mają poznawać nowych znajomych. Nie dlatego, że mam z tym problem, wręcz przeciwnie. Nigdy mi ich w życiu nie brakowało. Były czasy, w których zarzekałam się wręcz, że nie potrzebuję nowych przyjaciół. Bo wystarczająco dużo energii życiowej kosztuje mnie utrzymywanie kontaktów towarszykich, w tymi których już mam. To z kolei generuje poznawanie kolejnych osób (znajomych znajomych) przez paczkowanie, bo tak to już jest, więc już się nie zarzekam. 

Idealną osobą do tworzenia takich poradników byłby ktoś, kto musiał tworzyć swoją sieć kontaktów od zera, a jednak spróbujmy. I spróbujmy nie iść na łatwiznę, to znaczy nie odsyłać ludzi do internetu. Piszę ten tekst, bo wszyscy (w internecie) odsyłają ludzi do tejże metody i nie mam już siły tego czytać.

A nie mam siły, bo jestem beznadziejna w przekładaniu internetowych znajomości w znajomosci w realu i myślę sobie, że może nie tylko ja tak mam. Wiekszość moich znajomych z sieci, które znam tez na żywo, wliczając w to influencerki, najpierw poznałam w realu. Na przykład na konferencji blogerskiej, albo pijąc z którąś wódkę w jej mieszkaniu, nie znając wcześniej jej bloga i nie zamieniając ani jednego słowa w sieci, poza tym mailem z zaproszeniem na wódkę (pozdro, Magda!). Jedyną osobą, z którą pisałam regulanie w social mediach, i do której zagadałam potem, czy mogę ją odwiedzić (a nawet u niej przenocować) była Panna Lemoniada. To było dziesięć lat temu. Szesnascie lat temu byłam na swojej jedynej randce z chłopakiem poznanych przez internet (no dwóch randkach, z tym samym chłopakiem). Koleś zagadał do mnie na MySpace. Serio, MySpace, było coś takiego. 

Jest kilka osób, z którymi regulanie piszę w DM na instagramie, ale nigdy nie spotkałam ich na żywo, chociaż przeszło mi przez myśl nie raz, czy by nie zagadać „hej, będę 24 maja w Warszawie, może kawa”, albo „przyjeżdżasz na Nowe Horyzonty? Pójdziemy razem na ten film?”. Serio, przez internet jest mi głupio. Ludzie w sieci wydają się zbyt fajni. Mam wiekszy problem, żeby zagadać w sprawie spotkania w realu kogoś, z kim znam się w necie od pieciu lat, niż zaproponowac kawę komuś poznanemu na żywo dwie godziny wcześniej. Może to kwestia dystansu internetowej relacji, a może to tylko ja. Ale żeby nie było, że ze mnie taki chojrak, też często nie mam śmiałości albo ochoty, żeby zagadywać do ludzi na żywo. 

Jeśli jesteś jak ja, ten tekst jest dla ciebie. Jeśli nie jesteś, nie wypraszam bynajmniej z sali. Jest całe mnóstwo miejsc i sposobów na poznanie nowych ludzi, innych niż internet. Być może nie jest łatwo, jak się jest skrajnie introwertyczną osobą, ale załóżmy że zaklikanie do kogoś z instagrama też wymaga wyjścia ze swojej skorupy i przejdźmy do sedna.

Praca

Miejsce oczywiste i naturalne. Większość z nas jakąś ma. Jasne, spotkasz tam pewnie osoby, których wolisz nie znać prywatnie, ale też takie, z którymi można konie kraść. Najlepsze koleżanki, poza tymi dwiema z akademika, z których jedna to własciwie z liceum, poznałam w robocie. W niektórych firmach od dawna już nie pracujemy.

Jesteś w nowym miejscu i masz nową pracę? Zacznij tam, ale się na tym nie zatrzymuj.

Dom

Tak, dom. Pod warunkiem, że wielorodzinny. Zapoznaj sąsiadów (tu internet akurat moze się przydac, na przykład grupy sąsiedzkie), idź na zebranie wspólnoty. Przyłącz się do lokalnej inicjatywy (ogłoszenia niekoniecznie z netu, często są na murach i tablicach ogłoszeń). My w ten sposób idziemy dziś na wino do sąsiadów. Mów „dzień dobry” na klatce, serio mów „dzień dobry”. Jak wiesz, że ktoś ma psa lub kota i ty też masz, to zagadaj o nie. Wymiana usług czyszeszcznia kuwety i wsypywania żarcia podczas urlopu to najlepsza wymiana. W ogóle pies lub kot to dobry sposób na poznanie nowych ludzi.

Pies

No właśnie, ile to ja słyszałam od znajomych o ludziach, których poznali dzięki temu, że ich psy się znały. Bezcenne.

Dzieci

Zupełnie tak jak z dziećmi. Bo czasem się ma, ten tekst jest nie tylko dla bezdzietnych lambadziar. Jak masz dziecko, to ono czesto chodzi już do jakiegoś przedszkola lub szkoły i spotyka dzieci, które mają rodziców, którzy mogą okazac się osobami, które chcesz znać. Niektórzy nie, normalna rzecz. 

To się dzieje właściwie przez osmozę. te dzieci, one mają przyjaciół i przyjaciółki i dochodzi do tego, że koniecznie chcą się spotykać po przedszkolu w domach, albo na placu zabaw. Kontakt z ich rodzicami jest nieunikniony. Poznałam w ten sposób sporo ludzi i niektórzy są spoko ziomeczkami. 

Hobby

W ogóle dobrze mieć jakieś hobby. Można lubić rower i zapisać się do grupy rowerowej albo organizacji masy krytycznej. Albo jak biegasz, to możesz się zapisać do grupy biegaczej. Albo znaleźć jakieś zajęcia (amatorski teatr, rysunki, nauka języka), które cię interesują w lokalnym domu kultury, centrum atywności osiedlowej, czy co tam masz u siebie na dzielni. Przyjdą też inni ludzie. Raczej łatwiejsze do ogarnięcia w mieście w dzielnicach, które nie są jednymi wielkimi sypialniami.

Wolontariat

Jaki bądź. Moze być z tymi pieskami i kotkami, żeby pociągnąć temat, a na przykład nie masz swojego. Możesz zgłosić się do pomocy w jakiejś fundacji i tam przyjda też inni ludzie, którzy tez kochaja pieski i kitki.

Aktywizm

Jeszcze lepiej, jeśli masz na to siły, przestrzeń i motywację. Obecnie tego nie mam za bardzo, ale gdy miałam dużo zapału i działo się bardzo dużo, poznawałam też mnóstwo nowych osób, bo to masz w pakiecie. Jeśli więc jakaś idea jest ci bliska, znajdź grupę, idź na spotkanie, sprawdź czy to dla ciebie.

Pub, klub, disco, bar

Sposób tak tradycyjny, że nie wiem, czy ludzie jeszcze tak robią, ale jak byłam młoda bardzo lubiłam się włoczyć. Głównie ze swoimi ziomalkami ze studiów, ale na wieczory poezji czy inne tego typu dziwne barowe posiadówy, to one jednak niezbyt, więc co miałam robić? Zostac w domu i psioczyć na złe przyjaciółki? Chodziłam w różne miejsca sama i doczepiałam się do ludzi. Czy się bałam? Jezu, nie. Nie wiedziałam, że w ogóle powinnam się bać.

Powiedzmy sobie szczerze, nawiązywanie nowych znajomości przez doczepienie się do istniejącej grupy wymaga odpowiedniej oprawy, w której nie czujesz się od razu jak piate koło u wozu, spuszczasz wzrok jak smutny pies i idziesz do domu użalać się nad sobą. U mnie zwykle działało popsioczenie na złe przyjaciółki.

Kursy/szkoły

Ludzie boją się, że jak przestali chodzić do szkoły, to skończył się raj poznawania nowych osób i co mają w związku z tym zrobić. Jednocześnie ci sami ludzie zwykli psioczyć, że szkoła to najgorsze miejsce do poznawania przyjaciół, bo jesteście skazani na ludzi, z którymi nie macie nic wspólnego poza tym, że uczycie się w jednej klasie. Ludziom ciężko dogodzić. Ale jak już nawet skończyliście strudia piętnascie lat temu, to zawsze można zapisać się na jakiś kurs. Nie mówię, że od razu do szkoły językowej albo na podyplomówke na dwa lata, bo to ciężka harówa i zobowiązanie. Może być kurs czy warsztat jakiś co potrwa dwa miesiące albo dwa dni. Może być z pracy. I tam przyjdą jacyś ludzie. Zainteresowani tym samym tematem, nie jacyś przypadkowi (chociaż osobiście uważam, że spotykanie się tylko z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i osobowosciach jest nudne). No ideolo. Może nawiążecie kontakt na dłużej.

To wszystko wymaga inicjatywy, często też trzeba się przemóc, a jakże. Ale klikanie do ludzi w social mediach i późniejsze próby spotkań w realu też. Wcale nie jakiejś mniejszej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back To Top