Jak nie odstawiłam dziecka od piersi

img 20190125 151549 1 - Jak nie odstawiłam dziecka od piersi

Piszę póki pamiętam. Ona już nie pamięta. Tak twierdzi. Myślałam, że skoro karmię tak długo, to będzie pamiętać. Nie żebym w tym właśnie celu tyle czasu karmiła, po prostu miała prawie cztery lata, więc wydawało mi się, że zapamięta. Pamięta przecież tego rekina z filmu w juraparku w Krasiejowie, który tak bardzo ją przestraszył, że gdy pojechała tam ponownie ponad rok później, szerokim łukiem ominęła prehistoryczne oceanarium. 

14 lutego rok temu po raz ostatni nakarmiłam dziecko piersią. Chyba. Wydaje mi się, że raczej nie było już w tym cycku mleka, bo poprzednie przyssanie, i to takie na max 15 sekund, odbyło się 31 stycznia, więc podejrzewam, że źródełko wyschło. Jeśli mnie pamięć nie myli, Młoda jeszcze kilka razy w odstępach wielodniowych pociągnęła coś w tym lutym, ale już nie pamiętam kiedy dokładnie. W każdym razie odstawiła się naturalnie w sposób, który należy nazwać procesem, nie wydarzeniem, i nie mogę nawet napisać, że karmiłam 3 lata 10 miesięcy i 21 dni. Tylko “coś koło tego”. Od prawego cycka, bo lewy porzuciła pół roku wcześniej. Zawsze na prawym było nam wygodniej (nie, nie miałam przez to dwóch bardzo nierównych piersi).

I w ten sposób coś, czego końca nie było widać, co było naszą codziennością, zaczęło się zacierać w pamięci.

Disclaimer

Ludzie mówią, że karmić tak długo to chore. Ale chore jest raczej to, że przez ostatnie pół roku, zamiast pisać ten tekst, zastanawiałam się nad treścią disclaimera, w którym zapewnię wszystkich, że moja historia długiego karmienia piersią nie jest o tym, że jak ktoś karmi krótko albo wcale, jest gorszą matką. Oczywiście, że nie jest o tym i nikt nie jest gorszą matką, ale w internetowym dyskursie o kp najwięcej energii zużywa się właśnie na to. Na disclaimery. Gdy piszesz, że karmisz butelką, musisz dodać, że podziwiasz i wspierasz matki karmiące piersią. Gdy karmisz piersią, musisz wspomnieć, że butelka to nie jest zbrodnia przeciwko maleństwom. Tak jakby między wierszami historii, która jest o Tobie, była z góry zawarta ocena wyborów innych ludzi, i tylko wyraźnie zaprzeczenie mogło oczyścić cię z podejrzeń. Piszesz, że pieczesz placek śliwkowy, ale zapewniasz, że tych, co wolą jabłka wcale nie uważasz za kulinarne bezguścia. Oczywiście to przewrażliwienie nie bierze się znikąd, bierze się z tego, że z dyskusją o karmieniu piersią bardzo wiele rzeczy jest nie tak. Ale koniec disclaimera.

Cyś na ukojenie

Chociaż ludzie mówią, że to chore (obrzydliwe, seksualizacja!) i czasem naprawdę bałam się, że będę karmić do osiemnastki, nigdy nie odstawiłam dziecka od piersi. Odstawiło się samo przed czwartymi urodzinami, więc to straszenie osiemnastką było mocno przesadzone. Czy tak planowałam? Ależ skąd! Czy planowałam odstawienie w jakimś konkretnym czasie? Też nie. Totalne YOLO. W pewnym momencie po prostu stwierdziłam, że będzie co ma być. Powody: byłam leniwa oraz kompletnie nie wiedziałam jak do odstawiania podejść. Więc nie podeszłam, ale też kompletnie nie miałam też takiej potrzeby.

Gdybym taką miała, odstawiłabym. Gdyby trafił mi się egzemplarz wyszarpujący cycka spod koszulki przy ludziach może inaczej bym śpiewała (jak moja przyjaciółka, która taką trzyletnią delikwentkę zachęcała do odstawienia się smarując sutki czymś niesmacznym – ta informacja nie oznacza, że promuję tę metodę, są lepsze, są nawet warsztaty z odstawiania). Ale mój egzemplarz w wieku zarówno niemowlęcym jak i mocno poniemowlęcym był zupełnie bezproblemowy, a ja sama z siebie nie byłam też specjalnie zmęczona karmieniem. Lubiłam to. Tak naprawdę im dziecko było starsze, tym to karmienie było dla mnie fajniejsze. Wiadomo, karmiło się rzadziej, zwykle nocą. Ale też wołanie “cyyysia” albo schyłkowe już “cyś na ukojenie” robiło swoje (bardzo mnie bawiło). 

I tak to się toczyło. Na początku myślałam, że będzie mi tego brakować. Ale to jednak nie tak. Skończyło się bez żalu. Chociaż czasem żałuję, że nie można już awantury zakończyć “cysiem na ukojenie”.

Milky Way

Kiedy jeszcze karmiłam piersią, wymyśliłam sobie, że gdy skończę zrobię sobie na pamiątkę tatuaż pod piersią z drogą mleczną. Zapomniałam o tym, teraz sobie przypomniałam. To było takie ważne, a teraz już nie jest. Jest zamkniętym etapem, chociaż ten tatuaż może kiedyś zrobię, czemu nie. Teraz już nie ma we mnie emocji, są refleksje.

Przyznaję, że sama byłam neofitką kp, czasem w neoficki sposób nieprzyjemną. Mój mózg tak najwidoczniej działa. Hiperfocus. Za to, gdy jakiś etap jest zamknięty, to jest zamknięty. Przeszłość należy do przeszłości. Pozostaje sentyment, ale nie potrafię już angażować się w takim stopniu jak wtedy, gdy coś było dla mnie osobiście ważne, bo mnie bezpośrednio dotyczyło.

Dla niej to też było ważne. Ten cyś. Był ważny bardzo długi czas. Teraz go właściwie nie pamięta. Z dnia na dzień coś bardzo ważnego, coś co pocieszało, gdy dopadały smutki, stało się fuja i oblecha (chociaż nie w tych słowach, to słowa zarezerwowane dla niektórych warzyw). W każdym razie stało się czymś, czego duże dziecko nie bierze do ust, chociaż brało jeszcze kilka tygodni wcześniej i też uważało się za duże. Czasem jeszcze podpuszczona przez ojca udawała, że będzie pić mleko z piersi, ale udawała do tego stopnia, że nawet nie dotknęła ustami sutka. Jeszcze kilka tygodni wcześniej potrafiła przyssać się na sekundę i twierdzić, że mleko jest, chociaż go nie było. A potem fuja, oblecha, tabu.  Przyznam, że obserwowanie samodzielnego odstawienia było fascynującą lekcją antropologii.

Poczucie winy

Wiem, że tworzenie wyidealizowanej wizji macierzyństwa nie jest w porządku i powinnyśmy mówić też o jego ciemnych stronach i o ciemnych stronach karmienia piersią: bolących sutkach, strupach, problemach w przystawianiem. To jest normalne, a wiele osób stykając się tylko z komunikatem, że “kp jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie i jak się chce to na pewno się uda”, jest zaskoczonych, gdy wcale łatwo nie jest i wpada w poczucie winy, że coś z nimi nie tak. 

Ale powiem wam, że wkurza mnie zarówno wizja idealnego przystawienia, jak i przepowiednia krwi, potu i łez jako czegoś, co na pewno cię spotka. Jak większość rzeczy na świecie, na które średnio mamy wpływ: to zależy. Karmienie piersią bywa trudne i okropne. Ale bywa też najłatwiejszą rzeczą na świecie. 

Dowód anegdotyczny: sama słyszałam, że będzie ciężko, że to poświęcenie i orka na ugorze. A okazało się dla mnie proste i bezproblemowe. Nie bardzo mogę więc doradzać komukolwiek, kto łatwo nie miał, bo nic o tym nie wiem. Ale myślę, że dobrze mówić też, że możliwe, że nie będziesz mieć żadnych problemów z karmieniem i nie musisz mieć poczucia winy ze względu na ten dość przypadkowy przywilej. A wiecie jak to jest z poczuciem winy u matek. 

Wstyd, nie wstyd. Duma, nie duma

Ale miało być o długim karmieniu, a nie po prostu karmieniu. Pułapki w jakie wpędza nas narracja na jego temat są dwie. Pułapka dumy i pułapka wstydu. I w sumie można nawet wpaść w obie naraz. O długim karmieniu mówi się jak o czymś niezwykłym, niecodziennym, bo i niewiele matek karmi dłużej niż rok. Więc w pewnym sensie możesz czuć się dumna z siebie, gdy tobie się udało. Ale bijesz się z myślami, czy to w ogóle powód do dumy i czy przez tę dumę, nie wpędzasz w poczucie winy matek, które mają inaczej. Więc może lepiej się nie wychylać? Głupie prawda? 

A wstyd? Nigdy go nie czułam. Nie tak dosłownie. A jednak, kiedy mój mąż bezpardonowo mówił w towarzystwie, że nadal karmię trzyletnią Lulę, niespecjalnie mnie to cieszyło. On mówił o tym, jak o czymś całkiem zwyczajnym, a ja zastanawiałam się, czy zaraz nie usłyszę jakiegoś uszczypliwego komentarza. Ale wśród znajomych i rodziny nigdy nie usłyszałam. Nie to co od dwóch ginekolożek, które radziły już skończyć. No może jeszcze ta opowieść teścia o tym jak w sześćdziesiątym piątym roku jechał pociągiem i widział kobietę karmiącą sześciolatka. Słyszałam to chyba z dziesięć razy i nie wiem, o czym miało być.

Mam ten wstyd mimo wszystko wdrukowany, wszystkie trochę mamy, bo społeczeństwo nie uważa karmienia piersią kilkulatków za coś normalnego. Nienormalnie jest wszystko, co odstaje od normy, więc odstajemy. Długie karmienie koduje się w popkulturze jako dziwactwo. Prawdopodobnie jedyny obraz długiego karmienia jaki znamy z filmu to szalona Lysa Arryn i jej creepy siedmioletni syn z “Gry o Tron”.  Chociaż ja pamiętam jeszcze ten odcinek “Gotowych na wszystko”, w którym Lynette nie mogła znieść, że jedna z kobiet w pracy wciąż karmi kilkulatka i postanowiła odstawić go od piersi matki dając mu mleko czekoladowe. Bardzo się śmiałam, gdy to oglądałam mając 23 lata, ale hello! to tak nie działa. To zupełnie różne rodzaje mleka, służące do innych celów. 

Kilka słów o długim karmieniu

Piszę już bardzo długo (pół roku, wliczając disclaimer), więc będę zmierzać ku podsumowaniu. 

To normalne. Nie gorsze, nie lepsze. Nie dziwne. Nie creepy. Normalne. I myślę, że najbardziej potrzeba nam właśnie normalizacji. Nie robienia z matek karmiących toddlersów superbohaterek. Niekoniecznie przekonywania, że robi się coś wyjątkowego. Wyjątkowo dziwnego lub wyjątkowo bohaterskiego. Z jednym i drugim czujesz się dziwnie i żadne nie jest prawdą.

Zobacz także

1 Comment

  1. Przyznam, że naprawdę spodobał mi się ten artykuł. Najcenniejsze w jego przypadku jest to, że podano tu zrównoważoną opinię ;). Jest naprawdę wiele wpisów w internecie, które obstają całkowicie za jedną stroną (tak jak zresztą wspomniałaś), że długie karmienie jest albo super, albo okropne. Natomiast tutaj można znaleźć taką hmm „normalną” powiedziałabym opinię, dzięki której każda matka może poczuć się dobrze, niezależnie od tego po której stronie „barykady stoi” ;).
    Swoją drogą tatuaż drogi mlecznej brzmi naprawdę super! Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić ten plan ;).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj