Zmieniłam nazwę bloga. Bo tak

img 0095 - Zmieniłam nazwę bloga. Bo tak

Zrobiłam to po cichu i bez zapowiedzi, myślę jednak, że należy się Wam słowo wyjaśnienia. W końcu od jakiegoś czasu wpadacie tutaj czytać bloga pod tytułem Rzeczovnik, a teraz jest jakieś imię i nazwisko, które może zauważyliście, a może nie. Po pięciu i pół roku pożegnałam się z Rzeczovnikiem i mogłabym Wam napisać jakiś natchniony tekst o osobistych i pragmatycznych powodach tej decyzji na piętnaście tysięcy znaków, ale ja tak po prostu nie robię. To znaczy, zdarza mi się pisać tak długie wpisy, ale dzisiaj sprawa jest prosta. Zwyczajnie miałam taki kaprys.

To był impuls, serio. Weszłam na stronę mojego dostawcy hostingu i kupiłam domenę adakosterkiewicz.pl. Kosztowała 13 złotych. Tydzień później napisałam do nich, żeby mi podpieli zawartość bloga pod nową domenę. Trwało to z dziesięć minut. Potem pałowałam się jeszcze z ustawieniem przekierowania, bo domenę rzeczovnik.pl mam jeszcze u innego dostawcy i trochę namieszałam próbując zrobić wszystko sama. Nie wiem po co, przecież ja uwielbiam wisieć na linii z supportem (naprawdę to lubię, możecie mnie wynająć do korespondowania z firmami hostingowymi, nie żartuję). No i się stało. Mam bloga pod własnym imieniem i nazwiskiem.

I żeby nie było, ja się latami przed tym broniłam. Latami! Mam na to świadków. Jak w blogowym świecie pojawia się jakiś trend i wszyscy piszą, że tak wypada i trzeba, to zwykle się zapieram rękami i nogami. A trend na blogi, które nazywają się imieniem i nazwiskiem autora/autorki to ma ładnych parę lat. To nie tak, że wszyscy nagle te nazwy zmienili, ale coś jest na rzeczy. 

No wiecie, żeby było wiadomo, kto za tym blogiem stoi i takie tam. Żeby nie ukrywać się za pseudonimem. Tak naprawdę taka narracja nigdy mnie do końca nie przekonywała. Bo mi jest naprawdę obojętne kto do mnie pisze. Może się nazywać Anna Kowalska, a może Muszelka 19, ważne jest to, co ma do powiedzenia i co to robi w mojej głowie. Ja niespecjalnie nawet zwracam uwagę na nazwy, tak samo jak na twarze. Wiecie, dopiero w styczniu tego roku wyguglowałam jak wygląda wokalista New Order, a słucham ich od dwudziestu lat. Ale to ja. Twarde dane marketingowe mówią co innego: ludzie chcą nazwisk i twarzy. 

Więc dlaczego zmieniłam zdanie?

Czy nie lubię już nazwy “Rzeczovnik”? Abosulutnie nie. Nie uwierała mnie w żaden sposób. Znudziła mi się, o tak! Al nadal uważam, że jest super i nawet mi jej trochę szkoda. W porównaniu do innych nazw, które wymyślałam dla blogów, ta była naprawdę dobra. Oczywiście pasowała do bloga lepiej w 2015 roku, kiedy powstawał i miałam dla niego wymyśloną konwencję tzw. rzeczy miesiąca. No i w 2014, gdy jeszcze go nie było, a kupowałam domenę, i myślałam, żeby naprawdę pisać o rzeczach. Serio, ja pisząca o rzeczach, co ja sobie myślałam!

No, może trochę przeszkadzało mi, że w sieci istnieje, bardzo fajny zresztą, sklep rzeczownik.com (nie mówiłam wam o tym, ale chciałam tę domenę, ale kosztowała 80 zł i zastanawiałam się zbyt długo, i tak zostałam “rzeczovnikiem” przez V). Ale tylko raz ktoś błędnie oznaczył mnie w poście o nich.

No i nikt nigdy nie napisał do mnie per “rzeczovniku”, więc szacun dla was.

Czy czuję, że teraz blog bardziej będzie mój, o mnie i będę się bardziej z nim identyfikować? Proszę, wyślijcie mi ikonkę facepalmu, gdy zacznę wypisywać takie kocopoły!

No dobra, to dlaczego?

Czy aż tak bardzo tego potrzebuję? Nie wiem. Ale mam na to ochotę. Nie oszukuję się, że od tego nagle stanę się bardzie pro, bardziej poważana i wystrzelą mi staty, bo nie wierzę w czary mary. Właściwie niczego po tej zmianie nie oczekuję.

Chcę zobaczyć, jak to będzie. Ze zwykłej ciekawości. Bo mogę. 

Jest też jeden powód, który ma odrobinę więcej sensu niż “bo tak”. Napisałam książkę, chcę ją wydać i myślę o planowaniu swojej pisarskiej przyszłości. Z której nie wiem, czy coś wyniknie i czy w ogóle coś, ale potrzebuję też strony dla siebie-autorki. Autorki, która ma imię i nazwisko. Dlaczego miałabym nie połączyć jej z blogiem? Nie wiem, jak będzie wyglądała przyszłość. Nie napalam się na nic i nie czynię wielkich planów, zwłaszcza, że działam bardzo impusywnie. Nie wiem, czy będzie mi się chciało zawsze prowadzić bloga tak regularnie jak teraz. Może zacznę prowadzić podcast? Zaczęłam myśleć o swojej stronie pod kątem pewnego agregatu moich treści. To jest jeszcze bardzo niejasna wizja i tak serio to nie mam pojęcia czy i kiedy ten blog zmieni się w coś innego, ale mając z tyłu głowy ten pomysł, wiedziałam, że to jest pomysł pod imieniem i nazwiskiem. Tyle. Mogłabym tu napisać jakieś pitu pitu o marce osobistej, ale jestem człowiekiem, nie marką. To znaczy, po prostu nie lubię tej narracji, chociaż zdaję sobie sprawę, że to co napisałam wyżej w sumie jest o tym.

Przyzwyczaicie się 🙂

Zobacz także

2 Comments

  1. Bardzo się cieszę, piszesz tak dobrze że fajnie żeby Cię ludzie z nazwiska kojarzyli, marką własną i te sprawy, gratuluję.

  2. Ja sie przyzwyczajam do nazw 🙂 Tez chcialam zmienic nazwe mojego bloga, bo sie kiedys ochrzcilam Dublinia, nie pomyslawszy, ze moge mieszkac w przyszlosci gdzie indziej i to nie bedzie miec sensu. Ostatni raz myslalam o zmianie kiedu z Bloxa przenioslam sie na wordpress i kupowalam domene. Ale duzo ludzi mowi do mnie Dub albo Dublinia, ja tez sie jakby utozsamiam z tym nickiem, wiec zostalo Dublinia pisze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj