Pierś publiczna

img 20170904 111550 - Pierś publiczna

Nie wypowiadałam się na temat karmienia piersią gdzieś tak od 2018 roku. Zabawne, bo temat wciąż mnie dotyczy, chociaż moje dziecko ma prawie cztery lata i coś mi się zdaje, że właśnie samo się odstawia. Tak, jestem tą obrzydliwą matką karmiącą przedszkolaka. Gdybym o tym czasem nie wspominała, nikt nawet by nie zauważył.

W każdym razie od dawna nie poruszam już tego tematu, mimo że jako młoda matka byłam mocno nakręcona i odczuwałam pewne poczucie misji, żeby głośno mówić o braku wsparcia dla karmiących piersią, o seksualizacji piersi, o marketingu mleka modyfikowanego, który niekoniecznie jest etyczny. Okazało się jednak, że to jest pole minowe, kiedy chcemy poruszać te tematy w gronie matek. Wiele z nas ma złe doświadczenia z karmieniem piersią i generalnie odbieramy to wszystko bardzo osobiście. Nie mam tyle wyczucia, żeby mówić o systemowych problemach i nie ruszać przypadkiem jakichś wrażliwych strun. Bo mogę sobie napisać, że systemowo nie ma czegoś takiego jak laktoterror, tak jak nie ma systemowego rasizmu wobec białych, ale przecież są matki, które doświadczają realnego laktoterroru w szpitalach czy w interencie i cierpią z tego powodu. Nie mam siły, i jak już wspomniałam potrzebnego wyczucia, żeby zajmować się tym tematem, poza tym dawno mi się znudziło, tak jak po pierwszej fali ekscytacji jako matki niemowlaka, dawno znudziło mi się pisanie o rodzicielstwie. To się po prostu robi, to część mojego życia. It is as it is, ale jeśli chodzi o pisanie o tych sprawach, to zwykle nie chce mi się, no i są od tego inni, którzy to lubią i robią lepiej.

Ale poprzedni tydzień pokazał mi, że no kurwa! przez te parę lat jak ja tą piersią karmię, nic się w Polsce nie zmieniło. Jest 2021 rok i wraca temat, czy wypada karmić publicznie. Wciąż ludzie wypisują bzdury, że to obrzydliwe i porównują do robienia kupy. A wszystko przez to, że posłanka Lewicy, Marcelina Zawisza, śmiała karmić syna piersią w Sejmie. Co zabawne, nie zrobiła tego jako pierwsza. Zdjęcia karmiących parlamentarzystek oglądaliśmy już parę ładnych razy w ciągu ostatnich lat, Polki też były wśród nich. A tu nagle taka afera! 

screenshot 2021 01 11 at 13.51.50 1024x998 - Pierś publiczna

Znów wracamy do dyskusji, kiedy i gdzie wypada matce nakarmić cycem dziecko i do czego służy pierś! Myślałam, że przez te parę lat, gdy nie śledziłam tematu, trochę się ten kraj ucywilizował, ale jednak nie. Jako wisienka na torcie całej inby pojawił się wpis wykładowcy z Uniwersytetu Szczecińskiego, Wojciecha Krzysztofiaka, który wywołał wielkie oburzenie i dopełnił absurdu całej sytuacji. Bo to jest serio absurd, żeby uważać jedną z podstawowych, naturalnych czynności (która serio, nie jest robieniem kupy) gatunku należącego do ssaków za coś obrzydliwego. I przy okazji pewnie pić mleko innego gatunku. Ludzie naprawdę są dziwni. 

Ten wpis wykładowcy ze Szczecina jest oburzający, absurdalny i pełen bzdur, ale świetnie pokazuje, że w tej całej fali oburzenia na publicznie karmiące matki wcale nie chodzi o dzieci i mleko, które piją. Gdy prześledzisz ten tok myślowy, dochodzisz do wniosku, że chodzi jak zwykle o kontrolę nad ciałem. O własność nad tym ciałem W tym przypadku ciałem matki karmiącej, ale generalnie osoby socjalizowanej do roli kobiety czy osoby z kobiecym ciałem. Chodzi też o brak zaufania do kobiet.

Kiedy czytasz o tym, że pierś służy do seksu, do kuszenia (w domyśle: kuszenia heteroseksualnych mężczyzny), możesz się śmiać. Ale ten pogląd nie bierze się znikąd. Jesteśmy z nim od lat oswojani przez popkulturę. W naszej kulturze piersi właśnie do tego są. Do kuszenia, do podobania się. I należą do mężczyzn, bo przecież nie do osób, do których są przytwierdzone. Czasem młodzi tatusiowie mówią nawet w żartach do własnych dzieci, że jak się kiedyś te dzieci odstawią, to znów ICH będą cycki mamusi.

Jeśli piersi są własnością mężczyzn, to dlaczego nie macice? Rozumiecie, co mam na myśli przez kontrolę?

No dobra, ale piersi służące do seksu nie były najbardziej oburzające w pisaninie Krzysztofiaka (to facet po hablilitacji, czujecie? i pisze takie bzdury). Są tam dwa zdania, przy których mleko do reszty się rozlało.

Pierwsze: mleko matki jest bardziej toksyczne od tego w proszku, bo kobiety źle się odżywiają. To cudne władowanie wszystkich do jednego wora i kompletny brak wiedzy. Ale dobra, jeśli nie interesujesz się tematem, to pewnie nie wiesz, że organizm matki wyprodukuje pełnowartościowe mleko nawet jeśli matka jest niedożywiona – zrobi to kosztem organizmu matki, taka biologia. Jasne, mleko może być toksyczne – gdy znajdzie się w nim alkohol. Nie od złego odżywiania się. Ale darujmy brak wiedzy. To, co przede wszystkim wypływa z tego zdania to brak zaufania do kobiet ( i to taki po bandzie: sugerujący chęć trucia dzieci, bo toksyczny to potencjalnie szkodliwy, coś więcej niż zwyczajnie niezdrowy). Bo przecież kobiety: źle się odżywiają, na niczym się nie znają, źle się prowadzą, podejmują złe wybory, JEŚLI nie powiesz im, co mają robić. To równie dobrze mogłoby nie być o karmieniu piersią. Mogłoby być o karmieniu butlą. Albo wychodzeniu nocą na miasto. Albo o aborcji.

138197853 3661923170566440 8206650151653885657 n 1 576x1024 - Pierś publiczna

I ta druga rzecz, która spina się z tą pierszą, gdy zachaczamy o końcowe wnioski. On kazał swojej żonie przestać karmić piersią. On kazał jej wrócić do pracy po tygodniu od porodu (tu pojawia się jakiś dziwny wygibas, który z jednej strony ma czynić to jego zachowanie jakimś feministycznym wyczynem, bo przecież KOBIETA WRACA DO PRACY, z drugiej brzmi jak łaska białego pana i to jest wręcz fascynujące). Bo przecież kobieta nie wie, kobieta podejmuje złe wybory. Mężczyzna wie lepiej, co jest dla niej dobre. Czy to zaskakujące i rzadko wystepujące w przyrodzie poglady? Widziałyśmy chyba zbyt wiele, by jeszcze się im dziwić.

Ta kuriozalna dyskusja o posłance karmiącej piersią w Sejmie i wpis wykładowcy ze Szczecina, będący esencją z tysięcy idiotycznych wpisów, które krążyły wokół porównań do kupy i wstydu związanego z publicznym karmieniem, pokazały nam właśnie ważną rzecz. Która była tu zawsze, ale przeoczyłyśmy ją być może, kłócąc się w gronie matek zupełnie bez sensu, która wybrała lepszy rodzaj karmienia. 

Dyskusja o publicznym karmieniu piersią to dyskusja o tym, do kogo należą nasze ciała. Do nas, czy do tych, którzy na nas patrzą. To kolejny temat, przy okazji którego musimy przypominać, że nasze ciała są nasze. Tak jak to robimy przy okazji aborcji, molestowania seksualnego czy naszego rozmiaru. Witamy w patriarchacie, nihil novi.

Zobacz także

2 Comments

  1. Ten komentarz pana z uniwersytetu jest tak absurdalny, że wygląda na prowokację.

  2. Wlasnie w cywilizowanym swiecie kobiety nie karmia publicznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj