Czy tu rodzi się kobieca międzynarodówka? O tym, jak Strajk Kobiet w Polsce inspiruje dziewczyny na całym świecie

girl strike 1 940x627 - Czy tu rodzi się kobieca międzynarodówka? O tym, jak Strajk Kobiet w Polsce inspiruje dziewczyny na całym świecie

To, co się wydarzyło w Polsce 3 października odbiło się szerokim echem na całym świecie. Strajk Kobiet, który inspirowany był wydarzeniem islandzkim sprzed 41 lat, stał się sygnałem i inspiracją dla dziewczyn z innych krajów w walce o ich prawa. To się właśnie dzieje! Może jeszcze za wcześnie, by mówić o jakiejść kobiecej międzynarodówce, ale gdy czytam o kolejnych kobiecych protestach w różnych zakątkach świata, to myślę, że to dopiero początek wielkiej lawiny. A uczucie, że jest się częścią ruchu, który ją wywołał, jest bardzo budujące i daje powera. Girlpowera. Może w końcu uda się ruszyć z posad bryłę patriarchatu, który nie tylko w Polsce trzyma się bardzo dobrze?

Napiszę Wam dziś tylko o trzech protestach, których organizatorki powołują się na inspirację polskim strajkiem. Dwa z nich miały miejsce w ciągu kilku ostatnich dni. Trzeci – największy, organizowany w kilku krajach, odbędzie się w tym tygodniu. Różne kraje i kontynenty i zupełnie różne kultury, które łączą jednak patriarchalne społeczeństwa.

Malta

W niedzielę rano w centrum La Valletty, stolicy Malty, zgromadziło się około 300 kobiet, by zaprotestować przeciwko planom wprowadzenia przez władze zakazu sprzedaży tzw. pigułki po bez recepty.

Pigułka „dzień po”, awaryjna antykoncepcja, która nie jest w żadnym razie tabletką poronną, w tej chwili nie jest dostępna na Malcie (to jedyne takie miejsce w Unii). Tamtejszy parlament pod wpływem nacisku społecznego od kilku miesięcy prowadzi debatę na temat legalizacji tej pigułki. Wcześniej organizacja Women’s Rights Foundation zagroziła maltańskim politykom, że złoży skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli kobietom na Malcie w dalszym ciągu będzie odmawiało się dostępu do awaryjnej antykoncepcji. Oczywiście dla tamtejszych organizacji „pro-life” (te nastroje, co odzwierciedla maltańskie prawo, są bardzo silne), pigułka po to krok do legalizacji aborcji.

Malta to kraj katolicki do tego stopnia, że katolicyzm wpisany jest do jej konstytucji jako religia państwowa. Dopiero pięć lat temu zalegalizowano w tym maleńkim kraju (nieco ponad 400 tysięcy mieszkańców) rozwody! Co prawda, kraj się liberalizuje – w 2014 roku dopuszczono tam małżeństwa osób tej samej płci, o czym w Polsce pewnie jeszcze długo nie będzie mowy, ale ta liberalizacja w żaden sposób nie dotyczy praw reprodukcyjnych kobiet. Prawo aborcyjne na Malcie jest najbardziej restrykcyjne w całej Unii Europejskiej. Ciąży nie można tam przerwać w żadnym wypadku (nawet gdy chodzi o gwałt, ciężkie uszkodzenie płodu lub zagrożenie życia matki). Lekarzowi dokonującemu aborcji, a także kobiecie, która przerwie ciążę grozi od 18 miesięcy do 3 lat więzienia. Karze (od 18 miesięcy do nawet 4 lat pozbawienia wolności!) podlegają również farmaceuci, którzy sprzedają leki, za pomocą których można przerwać ciążę.

Korea Południowa

W sobotę w Seulu protestowały Koreanki. Ich wersja „czarnego protestu”, tak jak i w Polsce dotyczyła planów zaostrzenia prawa aborcyjnego. Na zdjęciach z protestu można zobaczyć dobrze znane nam z polskich manifestacji grafiki macic i wieszaków.

W tej chwili koreańskie przepisy są mniej więcej podobne do tych, obowiązujących w Polsce na zasadach tzw. kompromisu, czyli Koreanki mają prawo do przerwania ciąży ze względu na gwałt, uszkodzenie płodu lub zagrożenie życia ciężarnej. Mniej więcej. W przeciwieństwie do Polek, Koreanki nawet w przypadkach legalnej aborcji nie mają prawa do samodzielnej decyzji. Swoją zgodę na zabieg, poza gwałtem oczywiście (chociaż trudno powiedzieć, jak może wyglądać sytuacja w przypadku gwałtu małżeńskiego!) musi wyrazić również ojciec dziecka. Co więcej, karę za dokonanie aborcji ponosi zarówno lekarz (do 2 lat więzienia), jak i kobieta (do roku więzienia).

Miesiąc temu koreański rząd ogłosił plany jeszcze większego zaostrzenia tego i tak już drakońskiego prawa. Według nowych przepisów, lekarze dokonujący aborcji dodatkowo traciliby prawo prowadzenia praktyki na okres roku (w tej chwili tracą je na miesiąc).

Korea Południowa może nam się dobrze kojarzyć, jako nowoczesny kraj sukcesu, szczególnie że stawiamy ją zwykle w kontrze do totalitarnej Korei Północnej, ale bynajmniej nie jest to raj dla kobiet. Te, mimo że nie muszą już, jak to jeszcze bywało tam sto lat temu, zakrywać twarzy wychodząc z domu, wciąż są obywatelkami drugiej kategorii w tym mocno patriarchalnym państwie. Co prawda mogą już bez przeszkód pracować, ale zwykle wykonują zawody uznawane za typowo kobiece, jak nauczycielki, urzędniczki czy przedszkolanki. Koreańskim społeczeństwem, mocno kolektywistycznym i korporacyjnym, wciąż rządzą zasady tradycyjnego konfucjanizmu, co przekłada się też na bardzo wyraźny podział ról męskich i żeńskich. Mężczyzna jest głową rodziny, kobieta opiekunką domu. I nawet fakt, że w 2013 roku prezydentem tego kraju została po raz pierwszy kobieta, Park Geun Hye, nie zmienił w żaden sposób tej sytuacji.

Argentyna i reszta. #NosotrasParamos

19 października Strajk Kobiet planowany jest w kilku krajach Ameryki Łacińskiej. Zaczęło się od Argentynek, które powołując się na przykład Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, ogłosiły narodową akcję protestacyjną. Protest będzie wiązał się między innymi ze zbiorowym opuszczeniem o określonej godzinie stanowisk pracy. Bezpośrednim zapalnikiem argentyńskiego strajku było makabryczne morderstwo dokonane na 16-letniej Lucii Perez, która kilka dni została nafaszerowana narkotykami, zgwałcona i brutalnie zamordowana. Do akcji Argentynek wkrótce przyłączyły się kobiety w Meksyku i Chile. Zgłaszają się kolejne kraje: m.in. Urugwaj, Peru, Nicaragua, Costa Rica. Szykuje się wielki protest przeciwko fali przemocy wobec kobiet, która w Ameryce Łacińskiej ma naprawdę ogromną skalę.

Przypadki takie jak Lucii Perez – morderstw dokonywanych z nienawiści do kobiet – są na tyle częste i brutalne, że na kontynencie południowoamerykańskim funkcjonuje nawet specjalne określenie, Feminicidio (kobietobójstwo). W wielu krajach regionu kobietobójstwo, jako oddzielne przestępstwo, zostało wpisane do kodeksów karnych. Definiowane jest ono jako morderstwo dokonane przez mężczyznę na kobiecie, którego motywacją był sam fakt, że ofiara była kobietą, a jego podstawą jest dyskryminacja płciowa.

Społeczeństwa krajów Ameryki Łacińskiej są bardzo patriarchalne. Najlepiej panujące tam stosunki odzwierciedla pojęcie machismo – wspólne dla wszystkich krajów regionu – które oznacza tradycyjną, nacechowaną ideologicznie dominację mężczyzn nad kobietami we wszelkich dziedzinach życia. Problem przemocy na tym kontynencie, nie tylko tej skierowanej wobec kobiet, jest zresztą powszechny i bardzo złożony. Odsyłam Was do lektury tego świetnego wywiadu u Lady Pasztet po więcej wiedzy w tym temacie.

Argentynki wyszły już na ulice, by protestować przeciwko Feminicidio w 2015 roku. Wtedy dołączyły do nich również kobiety z Chile i Urugwaju, a na początku tego roku, pod tym samym hasłem #NiUnaMenos („Ani jednej mniej”) maszerowały kobiety w Peru. Teraz wszystko wskazuje na to, że szykuje się naprawdę wielki strajk (tutaj możecie znaleźć linki do planowanych wydarzeń).

Wysyłajmy dziewczynom wyrazy poparcia z Polski, niech wiedzą, że jesteśmy z nimi. Niby to tylko media społecznościowe, selfiki i hashtagi, ale dobrze wiemy, że to też dodaje mocy i odwagi. A kobietom w Ameryce Łacińskiej moc i odwaga są bardzo potrzebne. One ryzykują naprawdę wiele, wiele więcej niż hejt w internecie.

A lawina niech idzie dalej.

Zobacz także

6 Comments

  1. […] To bardzo mi przykro z Twojego powodu moja droga, ponieważ prawdopodobnie nie jesteś świadoma, co to w ogóle znaczy. Doskonale opisała to Ada, Rzeczovnik tu i tu. […]

  2. Cześć 😉
    Właściwie masz rację, że mamy do czynienia z narodzinami jakiegoś ruchu, jak Sufrażystki kiedyś. Cieszę się, że kobiety potrafią zawalczyć o swoje prawa i nie pozostają bierne wobec odrealnionych działań obecnego rządu.
    Pozdrawiam.

    1. Cześć! Dzięki za te słowa!
      Miejmy nadzieję, że ten ruch będzie trwał i się nie rozpłynie, bo jest mnóstwo niezałatwionych spraw w dziedzinie praw kobiet i jak się okazuje nic nie jest dane na zawsze i ciągle trzeba walczyć o swoje prawa. Chyba hasło z transparentu „I can’t believe I still have to protest this shit in 2016” najlepiej obrazuje, jak wiele tego jest i że patriarchalne demony ciągle się budzą i trzeba z nimi na nowo walczyć.

      1. W dobie populistycznych rządów sprawiedliwość i prawa niektórych grup społecznych schodzą na dalszy plan.

  3. Ada, nie nadąrzam z linkowaniem do Twoich świetnych tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj